

Belgia od kilku lat stawiana jest za wzór w szkoleniu młodziezy. Znak jakości systemu treningowego w tym kraju stanowią takie nazwiska jak Kevin de Bruyne, czy Eden Hazard. Spore zasługi w tym postępie ma firma Double Pass, zajmująca się optymalizacją szkolenia młodzieżowego. Jej
Jak bankowiec, który odpoczywał kilka lat od pracy w piłce zdecydował się na powrót do tej branży i to w dodatku w roli założyciela pionierskiego przedsięwzięcia - firmy Double Pass?
Rozwój talentów ma wiele wspólnego zarówno z biznesem jak i ze sportem. Bo najważniejsza jest tu produktywność i my oferujemy sposoby na jej zwiększenie. Kiedy przestałem grać w piłkę, zostałem trenerem w młodzieżowych zespołach. Potem zaś, zgodnie ze swoim wykształceniem, przeszedłem do pracy w banku. Zachowałem jednak znajomości z poprzednich lat. Często podejmowałem się dyskusji nad stworzeniem optymalnego modelu akademii i w ten sposób znalazłem naszą niszę rynkową. Dostałem szansę nauki zarządzania w sporcie na uniwersytecie i w rezultacie zrezygnowałem z pracy w banku. Zdecydowałem się wraz z moim kolegą Jo van Hoecke pójść w kierunku zarządzania jakością w sporcie. Piętnaście lat temu powiedzieliśmy, że rozwój talentów stanie się trzonem naszej firmy. Byliśmy takimi wizjonerami. Może to ułatwiło nam przebicie się z naszą ofertą. Nikt inny nie proponował podobnych rzeczy.
Jestem ciekaw jak wyglądały te pierwsze rozmowy? Czy nie brali Panów – proszę wybaczyć określenie – za wariatów?
Proszę sobie wyobrazić dwóch Belgów w Niemczech w 2002 roku. Nasza reprezentacja zajmowała wtedy okolice 70. miejsca w rankingu FIFA, a my stajemy przed dyrektorami sześćdziesięciu akademii piłkarskich w kraju klasyfikowanym w czołowej „10” zestawienia. Przekonanie ludzi w takich okolicznościach nie jest proste. Zwłaszcza, że uważano nas za teoretyków po studiach, bez praktycznej wiedzy. Pojedynczy ludzie jednak zainteresowali się naszym projektem, ponieważ on obiektywnie był innowacyjny. A potem to zainteresowanie wzrastało. W wielu przypadkach nie pomagało nam też to, że ludzie uważali nas za kontrolerów. A my tak naprawdę nie kontrolujemy tylko mierzymy, aby wiedzieć, rozumieć i poprawiać.
Czy potem też trafiali się sceptyczni klienci?
Na początku zawsze jest wyczekiwanie na dowody, że to co proponujemy działa. Nie wszyscy też rozumieją naszą rolę. My nie pracujemy z piłkarzami na boisku. My próbujemy zoptymalizować system szkolenia młodzieży razem z ligami i federacjami.
Jak wygląda taki audyt akademii?
Mamy siedemset standardowych kryteriów oceny, ale nie wszystkie są używane. Inna jest kultura w Niemczech, inna w Japonii, inna w USA. Do każdej akademii udaje się dwójka doświadczonych konsultantów, która na miejscu przeprowadza wiele rozmów z osobami związanymi z placówką, bada strukturę, dokumenty. Wreszcie – co najbardziej istotne – obserwuje wiele sesji treningowym i meczów, po to by zrozumieć filozofię klubu i filozofię trenerską, w tym relacje z graczami, pedagogiczne, czy dydaktyczne podejście. Spędzamy potem około 17-19 godzin na analizie zgromadzonego materiału.
Jakie jest doświadczenie tych ekspertów?
Zatrudniając osobę na tym stanowisku zawsze zaczynamy od sprawdzenia jego doświadczenia w piłce: jako trener, piłkarz, dyrektor akademii, dyrektor techniczny. Ludzie, którzy zostają konsultantami muszą dobrze "czuć piłkę", znać atmosferę szatni, wiedzieć jak wygląda pokój trenerski, co znaczy gra na wysokim poziomie. Z drugiej strony szukamy też zawsze umiejętności menadżerskich. To bardzo ważne dla nas, by takie osoby miały zarówno teoretyczne, jak i praktyczne podejście do problemu rozwoju talentów.
Jaki jest główny argument dla posiadania dobrze funkcjonującej akademii?
Rozwój talentów to nie koszty, tylko inwestycja, która się zwraca. I to nie tylko w sensie finansowym, ale też społecznym. To nie są jedynie zawodnicy, piłkarze, warci na rynku po kilka milionów euro. My rozwijamy z nich także istoty społeczne, które – jeśli nie wyjdzie w piłce – mogą dostać dobrą pracę i przyczynić się w inny sposób dla społeczeństwa, ale z zasadami wpojonymi w akademii.
Piękne słowa, ale jednak aspekt finansowy jest ważny. W Polsce zaś dyrektorzy często narzekają, że wychowanek w którego zainwestowali zostaje potem podkupiony przez mocniejszy klub i per saldo akademia staje się nieopłacalna.
To problem nie tylko Polski, ale całego świata. Musimy szanować tych, którzy inwestowali w rozwój piłkarza. Młodych zawodników z gruntu chroni FIFA Compensation System. Ja jednak doradzam wszystkim ligom stworzenie wewnętrznego, narodowego systemu rekompensaty i ochrony młodego gracza przed agresywnym scoutingiem. W ochronie młodych graczy pomogłoby też wprowadzenie systemu bezpieczeństwa bazującego na ocenie jakości akademii. Podkupienie gracza z akademii z wysokimi stopniami byłoby trudniejsze.
Co jest sukcesem w młodzieżowej piłce?
Oczywiście, że nie wyniki sportowe. Dyrektorzy akademii dzielą się jednak na zorientowanych sportowo i zorientowanych rozwojowo. Dla mnie to jasne: najważniejsze są efekty nauczania piłkarza. System mierzenia produktywności powinien być zaś oparty o liczbę graczy, którzy z akademii dostali się do pierwszej drużyny, do futbolu profesjonalnego, ale nawet też amatorskiego. Sukcesem jest też ekonomiczna wartość wychowanków. Dam przykład Anderlechtu, który miał Lukaku, Company’ego i wielu innych graczy. W akademię zainwestowano wiele pieniędzy. W rozwój talentów, edukację. Po zakończeniu tego procesu wzmocnili oni pierwszą drużynę i zostali sprzedani z dużym zyskiem. Anderlecht postępuje nadal według tych zasad. Jeśli sprzedaliby teraz Tielemansa, Dendonckera i Roefa to mogliby w sumie liczyć na zysk około 20 milionów euro. To sukces akademii tego klubu.
W takim razie jak ważna jest rywalizacja dla tych młodych piłkarzy?
Proces wychowywania piłkarza od strony sportowej to treningi i gra. Oba elementy są niezbędne. To czego nauczysz się na treningu musisz potem zaprezentować w meczu. Rywalizacja to przeciwnicy, przeszkody, których pokonanie zależy od zaangażowania. To pomaga podnosić własne umiejętności. Dlatego szczególnie ważna jest jakość systemu rozgrywek młodzieżowych. Kiedy wygrywasz wszystko 5 czy 6 do zera, nie zrobisz kolejnego kroku w rozwoju. Czasem więcej niż zwycięstwo zawodnika od strony mentalnej nauczy porażka.
Co jest głównym problemem w doprowadzaniu juniorów do wieku seniora w piłce nożnej?
Brak samodoskonalenia u piłkarza. Przez to zderzenie z profesjonalną piłką bywa bolesne. Żyjemy w kulturze, która chce wszystko ułatwiać. A przecież powinniśmy umożliwiać zawodnikowi mierzyć się z różnymi życiowymi sytuacjami. W klubie jest czterech środkowych obrońców, więc nie wszyscy mogą grać. Zawodnicy muszą zatem walczyć o swoją pozycję, doskonalić, zdobywać wytrwałość. Chcemy stworzyć zawodnika, który będzie potrafił liczyć na siebie w środowisku profesjonalnego futbolu. Oczywiście zaraz po przejściu z akademii do dorosłej drużyny nie możemy złożyć parasola ochronnego. Zawodnicy są w tym wieku trochę bardziej dojrzali, ale nie przeszli jeszcze w pełni edukacji piłkarskiej. Dlatego trzeba na bieżąco monitorować ich postępy.
Czy Akademie przy klubach mają jakąś przewagę nad komercyjnymi szkółkami piłkarskimi?
Kluby oferują transparentną drogą od najmłodszych grup do futbolu zawodowego. Myślę, że także jakość rozgrywek jest większa po stronie klubów, bo występują one w formatach organizowanych przez krajowe federacje, a tak jak powiedziałem gra jest bardzo ważna dla tak młodego piłkarza. FIFA i UEFA muszą jednak obserwować takie komercyjne szkółki, bo to bardzo prężnie rozwijający się rynek, ale i nieco destrukcyjny. Mogą się one przeistoczyć w takiego „Ubera” współczesnej piłki nożnej.
W Polsce ostatnimi laty powstał efekt nazywany „Komitetem Oszalałych Rodziców”. Rodzice często myślą, że ich 12-letni syn z miejsca będzie drugim Lewandowskim. Czy to specyfika Polski, czy tak jest na całym świecie.
Nie, to nie tylko problem Polski. Dla mnie to jasne, że akademie muszą także edukować rodziców pod tym względem, aby nie przesadzali, bo presja może zabić marzenia. Akademia jest trochę jak uniwersytet dla studentów. To szansa na zdobycie dobrego zawodu. Wielu ją wykorzysta, ale przecież nie można przestać kochać dzieciaka, jeśli mu się nie powiedzie. Przyprowadzajmy dzieci do akademii dla zabawy, przyjemności, nie twórzmy za nich marzeń. A one same zdecydują, czy zostaną w piłce.
Sporo chwali się Pan sukcesami Double Passa. To może – szczerze – trochę byśmy powiedzieli o porażkach...
Nie powiemy, bo... ich nie było. Podkreślę to jeszcze raz: naszą rolą jest wynalezienie takich ram funkcjonowania akademii, by podniosły one poziom sportowy. I od tej strony nie mamy sobie nic do zarzucenia w żadnym z krajów. Implementacja jest już w gestii klubów.
Jeden z legendarnych polskich piłkarzy, Włodzimierz Lubański, od lat zamieszkały w Belgii jednak trochę podważa sukcesy Double Passa, twierdząc, że sukcesy Belgów to nie zmiana systemu, ale „złote pokolenie”, które zdarza się raz na kilka dekad.
Mogę się z tym częściowo zgodzić. Mieliśmy grupę piłkarzy z wrodzonym talentem, ale za doprowadzeniem ich do wieku seniora musiał stać jakiś czynnik. I to zawdzięczamy kompletnemu systemowi. W Belgii wielu piłkarzy wprawdzie gra poza granicami, ale niemal każdy z nich był częścią systemu rozwoju talentów i od wieku 8 do 16 lat trenował w belgijskim klubie. Osiem lat rozwijał się więc w Belgii. W ciągu 14 lat z siódmej dziesiątki rankingu FIFA awansowaliśmy na pierwsze miejsce. To moim zdaniem potwierdzenie, że system działa. Czy Eden Hazard, Kevin de Bruyne, Moussa Dembele byliby w tym miejscu gdyby nie rozwijali talentu? Nie sądzę. Wszyscy ci gracze przeszli przez system rozwoju talentu. Zresztą zobaczmy, że Belgia ma też dobre drużyny także w młodszych kategoriach wiekowych. Za sukcesem stoi więc jasna struktura i wizja rozwoju.
Jaka jest gwarancja sukcesu jaką Double Pass daje Ekstraklasie?
Nasze doświadczenie oraz sprawdzony, ale poprawiony system z Belgii i Niemiec jest taką gwarancją. Sukces będzie mierzony w większej liczbie graczy, lepszym wyszkoleniu oraz liczbie sukcesów. Chcemy rozwinąć system rozwoju talentów oraz identyfikacji ich. Jeśli będziemy współpracować to pierwsze efekty powinny przyjść w ciągu 5-6 lat.
Na spotkaniu w Centrum Olimpijskim usłyszeliśmy naprawdę sensowne rozwiązania ze strony Belgów. Najpierw audyt w klubie, potem wdrożenie zaleceń i dopiero na tej podstawie certyfikacja. Double Pass legitymuje się udaną współpracą z Akademiami z Bundesligi. Skonfrontowałem ich wiedzę ze swoimi doświadczeniami ze stażów w Niemczech i Anglii i to porównanie wygląda zachęcająco.
Moim zdaniem współpraca z Double Pass jest ze wszechmiar warta zachodu. To była bardzo profesjonalnie przygotowana prezentacja, zwrócono nam uwagę na szczegóły, które w naszej rzeczywistości zwykle są pomijane. Pan Hugo Schoukens i jego współpracownicy to nie są przypadkowi ludzie, warto zatem mieć z nimi kontakt.
Wizja zaprezentowana na spotkaniu była mądra i spójna, mam jednak pewne wątpliwości. My nawet jako pierwsi możemy poddać się takiej ewaluacji. Zachodzi jednak pytanie czy na poziomie całej ligi to ma sens? Czy to jest ten etap, gdy certyfikacja przyniesie korzyści? Bo obawiam się, że propozycje Double Pass są niedopasowane do naszej rzeczywistości. Wiele klubów ma problemy infrastrukturalne w związku z tym na pewno nie sprostają one ewaluacji i potem nie będą mogły wcielić w życie wskazówek od Double Pass. Chciałbym abyśmy zaczęli najpierw od dyskusji w Polsce, od wprowadzenia spójnego systemu akademii, zdefiniowali właściwie czym ta akademia jest, bo tego na razie nie ma w przepisach polskich, a dopiero potem można certyfikować. Aby to wszystko się udało potrzebna jest współpraca PZPN, Ekstraklasy oraz klubów.
Wrażenia z konferencji z firmą Double Pass są jak najbardziej pozytywne. To był jednak dopiero nasz pierwszy kontakt, więc ciężko wypowiadać się na temat przyszłości tej współpracy. Na pewno jesteśmy zainteresowani zaproponowanym programem Master Class, przeznaczonym dla zarządzających Akademiami. Dopiero potem możemy myśleć o certyfikacji.
rozmawiał: Wojciech Bajak