

Z jednej strony futbol wyprzedził wielokrotnie epokę - tworząc pierwszą międzynarodową organizację sportową, organizując pierwsze kontynentalne rozgrywki klubowe, wprowadzając konkurencje zespołowe na salony turniejów międzynarodowych. Z drugiej zaś, jak żadna inna dyscyplina, op
Zresztą Europa jest już jednym z ostatnich bastionów tradycjonalizmu ligowego. Pod tym względem może się z nią równać tylko Afryka, gdzie wszystkie krajowe rozgrywki funkcjonują na takich zasadach. Ameryka Południowa niemal w całości lubuje się w systemie złożonym z dwóch rund, których zwycięzcy spotykają się potem w finałowym starciu, decydującym o tytule. W Azji w niestandardowym trybie wyłaniane są najlepsze drużyny m.in. w rozgrywkach obrońcy Azjatyckiej Ligi Mistrzów – K League, czy komercyjnej Indian Super League, gromadzącej przed telewizorami co tydzień nawet kilkaset milionów telewidzów. Natomiast Australia i Ameryka Północna od wielu dekad hołdują play-offom
Kochasz sport? Kochasz play-offy!
Właśnie USA jest matecznikiem play-offów. Już od wielu lat mistrzów najważniejszych lig w tym kraju wyłania się właśnie w tym systemie. Po ligowym sezonie zasadniczym rozgrywana jest dodatkowa faza pucharowa. Najlepsze zespoły są kojarzone ze sobą w drabince według zajętych pozycji w tabeli. Do awansu do kolejnej rundy potrzebnych jest kilka wygranych nad przeciwnikiem. I tak aż po finał. Od lat 20-tych ta metoda obowiązuje choćby w hokejowej NHL. W ten sposób w 60% sezonów najlepsza drużyna sezonu zasadniczego nie zdobywała mistrzostwa! W połowie przypadków brakowało jej nawet w finale.
Te liczby brzmią jak zamach na futbolowy europejski sposób pojmowania rywalizacji sportowej. Dla żądnych emocji Amerykanów są jednak naturalną częścią rozgrywek. - Jak mogło dojść do tego, że najlepsza drużyna całego sezonu, strzelająca ponad pięć bramek w meczu, mająca aż pięciu zawodników w dwudziestce najskuteczniejszych strzelców rozgrywek, że ten zespół nagle pada na pysk, przed klubem, który nie pokazał niczego przez cały rok, który przez wszystkich został spisany na straty? Owszem, to jest sport. (...) Wiadomo, że play offy są inne. Wiadomo, że z chwilą ich rozpoczęcia całoroczny sezon przestaje się liczyć. Nowe drużyny grają nowy hokej. Z nowymi siłami, nowym duchem. – opisywał fenomen play-offów Henryk Wilk w książce „Olimpijczycy i kowboje”.
Zbliżony system obowiązuje też w amerykańskich rozgrywkach piłkarskich - Major League Soccer. Dwanaście najlepszych drużyn kwalifikuje się do fazy pucharowej w której zaczynają zmagania od 1/8 finału lub ćwierćfinału – zależnie od pozycji zajętej w sezonie zasadniczym. Każda runda to mecz i rewanż. Jego zwycięzca przechodzi dalej, aż do finału, gdzie decyduje tylko jedno spotkanie.
Belgijska matrioszka
Coś co stało się normalnością nie tylko w Ameryce Północnej, ale też w ligach wielu innych dyscyplin – w Polsce choćby w siatkówce, piłce ręcznej, koszykówce, żużlu, hokeju na lodzie – nadal jest rzadkością w europejskim futbolu. Ukochane dziecko amerykańskiego sportu, play-offy, w europejskiej piłce ligowej wyłaniają mistrza tylko w San Marino.
W szczątkowej formie utrzymywane są też w kilku ligach jak w północnoirlandzkiej NIFL Premiership, walijskiej Premier League, czy holenderskiej Eredivisie. We wszystkich tych trzech ligach decydują one o udziale w europejskich pucharach. Podobnie jak w belgijskiej ekstraklasie, uznawanej zresztą za najbardziej skomplikowany system rozgrywkowy w Europie.
Po dwóch rundach w formacie „każdy z każdym” tabela zostaje podzielona na trzy części: złożoną z sześciu drużyn grupę walczącą o mistrzostwo oraz na dwie grupy rywalizujące o miejsce w Lidze Europy. Ich zwycięzcy mierzą się ze sobą w bezpośrednim meczu. Następnie triumfator gra z... piątą drużyną mistrzowskiej części. Wygrany dostaje przepustkę na kontynentalną arenę. Do 2016 roku ich zwycięzca toczył też pojedynek z czwartą ekipą grupy mistrzowskiej o lepsze rozstawienie w europejskich pucharach. Obecnie jednak już zrezygnowano z tej fazy nazywanej „Europejskim Test-meczem”. Przed dwoma laty rozegrano zaś po raz ostatni play offy o utrzymanie. Brały w nich udziały dwie ostatnie drużyny rundy zasadniczej. Triumf w trzech bezpośrednich spotkaniach oznaczał pozostanie w lidze. W grupie mistrzowskiej gra toczy się zaś w systemie „mecz i rewanż” punkty po rundzie zasadniczej dzielone są na pół. Najlepszy na koniec tych starć staje się mistrzem.
To pierwszy, trwały „nietradycyjny system” rozgrywek wprowadzony w najlepszych ligach europejskich w XXI wieku. Istnieje on już od 2009 roku. Za zmianami stał przede wszystkim Anderlecht Bruksela, wspierany przez inne możne marki piłkarskie z Belgii. Powodem były coraz słabsze występy drużyn z tego kraju na europejskiej arenie. – Chcemy więcej rywalizacji wśród najlepszych drużyn belgijskich, aby być przygotowanymi na zmagania z przeciwnikami ze Starego Kontynentu – argumentowały Fiołki. Efektem był nowy format.
– Dziwny. Niezrozumiały. Matrioszka. – tak najłagodniej opisywali go krytycy. System przetrwał jednak próbę czasu. Po pierwszym sezonie kluby poddały go weryfikacji. Osiemdziesiąt procent z nich było za jego utrzymaniem. Obecnie obowiązuje już w ósmej edycji z rzędu i na pewno zostanie utrzymany także w najbliższej przyszłości. - Liga przyciąga zainteresowanie z Europy, ponieważ oferuje coś innego. Może to być źródłem pieniędzy z dochodów z telewizji, a także stworzenie większej bazy fanów. Do tego dochodzi całkowita niepewność co do rozstrzygnięć. Każdy może wygrać, co jest świetnym uczuciem dla wszystkich widzów. Dłuższe rozgrywki przyciągają zainteresowanie fanów, co z kolei generuje wyższe frekwencje w całej lidze. Im więcej ludzi, tym więcej pieniędzy zarabia drużyna. – oceniał tę innowację „World Soccer”.
Zaczęli Austriacy
Od początku XX wieku, gdy Europa zauroczyła się systemem kołowym, czyli popularnym „każdy z każdym” ligi wyparły podobne sposoby rozstrzygania rozgrywek piłkarskich. Na Starym Kontynencie z liczących się krajów najdłużej opierały się tej metodzie Niemcy. Aż do 1963 roku mistrzostwo rozstrzygało się właśnie w formacie złożonym z sezonu zasadniczego, potem rozgrywek grupowych w mniejszym składzie i finału.
Rzadkie były w tym czasie próby wyłomu z tej tradycji. Powody leżały zaś raczej w specyficznych okolicznościach. Jak w Polsce w 1962 roku, gdy po rozgrywkach w dwóch grupach najlepsze drużyny zmierzyły się w finale. Miał on jednak charakter tymczasowy, a przyczyną była zmiana formatu rozgrywek z „wiosna-jesień” na „jesień-wiosna” i konieczność skrócenia sezonu.
Z objęć tradycji europejskie ligi zaczęły się wyrywać dopiero w latach 80-tych. Okres eksperymentów z systemem rozgrywkowym zapoczątkowała Austria. Tam po raz pierwszy w Europie w 1985 roku wprowadzono na stałe format w którym po sezonie zasadniczym ligę podzielono na grupę „mistrzowską” i „spadkową” z udziałem także czterech najlepszych drużyn niższej klasy rozgrywkowej. Jedną edycję wcześniej Austriacy ograniczyli ligę z 16 do 12 zespołów z powodu słabego poziomu sportowego drużyn z końca stawki i potrzebowali dodatkowej rundy, by utrzymać liczbę meczów. Ten system z niewielkimi modyfikacjami przetrwał w sumie osiem lat.
Dziś już 35 krajów opuściło utarty szlak, wytyczony kilka dekad temu przez twórców systemu ligowego. Brak odpowiedniego poziomu sportowego, masowe bankructwa, walka z „bezpiecznym środkiem tabeli”, za mała liczba gier, brak stawki i słaba frekwencja na stadionach. Te powody stanowiły busole dla poszukiwaczy nowej piłkarskiej jakości w rozgrywkach ligowych.
„Każdy z każdym” razy…
Gdyby zsumować populację Albanii, Austrię, Azerbejdżanu, Chorwacji, Estonii, Łotwy, Macedonii, , Szwajcarii i Słowenii to i tak łącznie byłaby ona mniejsza niż w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech, Francji niż Hiszpanii. Małe państwa z niewielką liczbą zawodowych piłkarzy musiały znaleźć więc własną drogę.
W czas przemian po upadku dyktatury Envera Hodży Albania wchodziła z szesnastozespołową ligą. Przez trzy lata nawet zdarzyło się, że w rozgrywkach było aż osiemnaście klubów. Dysproporcje organizacyjne i sportowe między dołem, a górą tabeli stanowiły jednak przepaść.
Podobnie działo się w innych krajach z tej grupy. W Azerbejdżanie przed jedenastu laty zdarzyło się, że jedna z drużyn nie wygrała ani razu w ciągu sezonu! Druga uczyniła to dwukrotnie, dzięki czemu uzbierały one łącznie 9 punktów w jednej rundzie. W związku z tym spadkowicze byli znani praktycznie już w połowie sezonu, a matematycznie na sześć kolejek przed końcem! W Macedonii Rudar Probistip sezon 1996/97 zakończył z dorobkiem pięciu punktów i... 111 straconych bramek w 26 meczach (średnio – 4,27 na mecz)! Zasypać te różnice miało w tych ligach ograniczenie liczby drużyn w elicie. Podobne cele przyświecały też innym małym państwom Europy. Dziś we wszystkich krajach z tego grona najwyższe ligi składają się z 8 lub 10 drużyn. Pojawił się jednak problem ze zbyt małą liczbą meczów. Dlatego rozgrywki w każdym z tych państw podzielone są zaś aż na cztery rundy! Jeszcze dalej poszli w Armenii, gdzie znajduje się najmniej liczna z europejskich lig najwyższego szczebla. W kraju pod Araratem o mistrzostwo walczy zaledwie sześć drużyn w formacie sześciorundowym.
Ponadto dziesięć państw gra systemem trzyrundowym. Wśród nich liga innego z rywali reprezentacji Polski – Czarnogóry. Zresztą rozgrywki najwyższego szczebla wszystkich krajów z grupy eliminacyjnej MŚ biało-czerwonych prowadzone są w niestandardowych formatach, co dowodzi ich coraz większej popularności.
23% więcej meczów
Polska długo hołdowała tradycyjnej metodzie prowadzenia rozgrywek. Od 1927 roku, gdy nad Wisłę zawitała liga, do 2013 roku tylko cztery razy dokonywano zmian w tej formule. Żadna z nich nie przetrwała więcej niż sezon.
Reforma pod nazwą „ESA37” okazała się już trwalsza od poprzedniczek Jutrzenka zmian – jak w pieśni patriotycznej – zaświeciła w maju. Pod koniec sezonu 2012/13 prezes PZPN Zbigniew Boniek dał klubom dwie drogi: tradycyjna szesnastozespołowa liga lub format z dodatkową rundą, dwiema grupami i podziałem na pół punktów, wywalczonych w fazie zasadniczej. Ostatecznie w maju 2013 roku wszystkie kluby przyjęły projekt zmian ESA 37. Zabieg ten dał dodatkowe 56 meczów, czyli 23% więcej niż przy poprzednim systemie. - Patrząc na to z boku jako zwykły kibic, uważam, że na pewno ta reforma nie może dać gorszych rezultatów niż obecne rozgrywki, bo będzie wymuszać granie w każdym meczu na sto procent. Dodatkowe mecze są po to, by zmniejszyć różnicę do mocniejszych lig, żeby piłkarze byli lepiej przygotowani fizycznie, żeby więcej walczyli. Podział punktów po pierwszej fazie będzie wymuszał wygrywanie w każdym meczu, bo będą zabierane punkty. – mówił wtedy Boniek dla portalu gol24.pl.
Początkowo przyjmowana sceptycznie, zaczęła coraz mocniej zdobywać uznanie wśród kibiców. Dała ona więcej goli, więcej meczów, więcej emocji. Oprócz pierwszej edycji na tych zasadach, mistrzostwo rozstrzygało się w ostatnich kolejkach. Podobnie jak kolejność miejsc na podium, przepustki do europejskich pucharów, czy lokaty spadkowe. Zwiększona liczba meczów o stawkę wpłynęła też znacząco na frekwencję i zarobki. Nic zatem dziwnego, że reforma ta zyskała uznanie sporej części środowiska.
Nie tylko Polska zresztą dzieli punkty po sezonie zasadniczym. Podobnie jest w Belgii, Malcie, Kazachstanie oraz Rumunii. W identycznym formacie co Polacy rywalizację w 2016 roku rozpoczęła Serbia, gdzie problemem było małe natężenie emocji poza meczami dwójki belgradzkich hegemonów – Crvenej Zvezdy i Partizana. Nad takim rozwiązaniem myśli podobno też Grecja.
Zwycięstwo impulsu
Już wiadomo, że obóz krajów z niestandardowymi ligami powiększy się o Czechy. W kwietniu tego roku przedstawiciele trzydziestu dwóch klubów z I i II ligi wynikiem 30:2 przegłosowali nowy format rozgrywek. Szesnastozespołowa ePojisteni liga po zakończeniu rundy zasadniczej zostanie podzielona na trzy grupy: mistrzowską (miejsca 1.-6.), grającą o miejsce w Lidze Europy (7.-10.) oraz spadkową (11. – 16.). Czesi wprowadzają więc nieco uproszczony format belgijski, ale bez dzielenia punktów.
- To zwycięstwo ludzi, którzy chcieli zwiększyć atrakcyjność naszej ligi – mówi prezes Ligovej fotbalovej asociace, organu zarządzającego rozgrywkami w Czechach, Dusan Svoboda. - Liga potrzebowała nowego impulsu do rozwoju. A my dzięki tej reformie powiększyliśmy liczbę meczów, wyeliminowaliśmy mecze bez stawki. Jesteśmy przekonani, że w tych warunkach ekonomicznych, sportowych, klimatycznych znaleźliśmy optymalny system, który nie narusza naszej tradycji. Z drugiej strony to nie jest dogmat, więc nie wykluczamy zmian w tym wypracowanym modelu.
Svoboda szacuje, że dzięki tej reformie każdy klub zarobi około dwóch milionów koron więcej.
- To nie rewolucja, ale ewolucja – mówi Svoboda, komentując zmiany, dokonane w formacie nad Olzą. Ewolucja, która obejmuje coraz większą liczbę lig. Nieraz pomysły reformatorów przyprawiają tradycjonalistów o zawał serca. Czy jednak nie to samo sto lat temu mówiono, gdy wprowadzano system ligowy? – To przeciwstawienie systemu, który popularyzuje piłkę nożną w państwie, czyli mistrzostw międzyokręgowych – grzmiali obrońcy tego stanu na łamach „Przeglądu Sportowego”. Pomylili się nie mniej niż Miłosz Przybecki w meczu Korony Kielce z Ruchem Chorzów. Piłka pozostała najpopularniejszym sportem i nadal gra w nią cała Polska. I cała Polska marzy, by jej klub znalazł się w elitarnym gronie 16 najlepszych drużyn w kraju, gdzie emocje trwają od pierwszej do ostatniej kolejki…
Wojciech Bajak