

Jan Banaś, bohater filmu „Gwiazdy”, wchodzącego 12 maja na ekrany kin w całej Polsce, po zakończeniu kariery piłkarskiej imał się wielu zajęć, zanim znalazł swoje miejsce przy szkoleniu młodzieży. On i jego koledzy wiedzą jak ciężkim momentem jest początek sportowej emerytury
„Po raz ostatni stoję przed pustą, metalową szafką. Przede mną tak samo stawali Cruyff, Rivera, Pele. Zastanawiam się co oni, wtedy czuli. Może właśnie w tej chwili dotarło do mnie, że jestem im równy?” – pisał Michel Platini w autobiografii „Moje życie jak mecz”, relacjonując swoje ostatnie spotkanie w karierze. Koniec wyczynowej gry dosięga tak samo największych piłkarzy świata, jak zawodników najniższych lig na końcu świata. Dla niektórych ten ostatni gwizdek arbitra, słyszany z perspektywy boiska, to budzik, który budzi do nowego życia już w innej roli...
Wśród piłkarzy, którzy grali od 2014 roku w Ekstraklasie aż dwudziestu dwóch już od ponad roku jest nieaktywnych lub ogłosiło zakończenie kariery. Do tego trzynastu zawodników powyżej trzydziestego roku życia gra w klubach poniżej III ligi polskiej lub w amatorskich drużynach zagranicznych, przede wszystkim w Niemczech, co każe przypuszczać, że futbol już nie jest ich głównym źródłem utrzymania. Z tego dużego grona – zawodników bez przynależności, bądź terminujących na niższych szczeblach - zaledwie pięciu graczy jeszcze nie przekroczyło „trzydziestki”. Oni chyba jako jedyni mogą mieć nadzieję na powrót do profesjonalnego futbolu. Reszta powoli zaś już przechodzi na drugą stronę rzeki. Co tam mogą znaleźć?
Najprostszy kierunek
Łączna liczba występów w Ekstraklasie – 1721, liczba strzelonych goli – 259. Do tego 1424 rozegrane mecze i 466 zdobytych bramek na najwyższych poziomach rozgrywkowych w innych krajach. To bilans szkoleniowców obecnie prowadzących drużyny w polskiej elicie piłkarskiej. Te liczby pokazują, jak solidnym kapitałem jest gra na tak wysokim szczeblu, po przejściu na wyczynową emeryturę. Dzięki doświadczeniu zdobytemu wewnątrz piłkarskiej szatni, łatwiej wyrobić sobie nazwisko, co pomaga przy rekrutacji na stanowisko szkoleniowca.
Nie tylko tego głównego. Kamil Kuzera, który skończył karierę w 2015 roku, w styczniu został II trenerem w sztabie Macieja Bartoszka w Koronie Kielce. Podobną rolę pełni emerytowany w 2016 roku Radosław Sobolewski u boku Kiko Ramireza w Wiśle Kraków. Ogółem w sztabach trenerskich drużyn występujących w Ekstraklasie na różnych stanowiskach – w tym jako kierownicy drużyn - znajduje się dwudziestu dwóch piłkarzy, którzy kiedyś występowali na tym poziomie i karierę zakończyli w XXI wieku. Do tego dochodzi piętnastu takich trenerów pełniących swe funkcje w drużynach rezerw oraz młodzieżowych ekstraklasowych drużyn na czele z Krzysztofem Kotorowskim, czy Markiem Zieńczukiem. Coraz częściej taką pracę wykonują zresztą aktualni gracze tego poziomu, jak Seweryn Kiełpin i Bartosz Kaniecki w Wiśle Płock, czy Patryk Błaziak w Górniku Łęczna.
Ogółem 26 z 52 pierwszych trenerów drużyn szczebla centralnego w Polsce, ma za sobą występy w Ekstraklasie. Janusz Czerwiński, trener reprezentacji Polski w piłce ręcznej, z którą sięgał po brąz Igrzysk Olimpijskich, a potem także rektor AWF w Gdańsku, twierdzi, że większość z pierwszych szkoleniowców w czasie kariery występuje na pozycjach defensywnych. Wiąże się to z większym poziomem odpowiedzialności w tych formacjach oraz większym czasem poświęconym na obserwację podczas gry. Statystyki byłych zawodników z Ekstraklasy potwierdzają tę teorię. Aż 16 spośród tych 26 trenerów szczebla centralnego występowało na bramce, obronie lub w roli defensywnego pomocnika!
Nowe możliwoście
Kiedy Jan Banaś, bohater filmu „Gwiazdy”, kończył profesjonalną karierę futbolisty postawił na biznes. Większość zawodników z jego pokolenia nie miała jednak takich możliwości. Żyli w Polsce, gdzie obowiązywała komuna. Mogli przedłużyć swą obecność przy piłce jedynie dzięki przejściu do trenerki. Drugie futbolowe życie zyskali w ten sposób między innymi medaliści MŚ 1974. Dziewiętnastu spośród dwudziestu dwóch piłkarzy tej kadry próbowało swoich sił w różnych rolach w rzemiośle trenerskim, z tego dziesięciu prowadziło drużyny w Ekstraklasie.
Dopiero kolejne lata przyniosły polskim zawodnikom nowe możliwości zarobkowania w futbolowym fachu po zakończeniu kariery. Widać to już choćby po losach ostatnich medalistów olimpijskich z Polski w sportach zespołowych. Było to właściwie pierwsze pokolenie finalizujące przygodę z futbolem w XXI wieku. Spośród wicemistrzów z Barcelony nic wspólnego z futbolem od czasu zawieszenia butów na kołku nie miał tylko Aleksander Kłak.
Dwudziestu jeden pozostałych wybrańców Janusza Wójcika działa na niwie sportowej, ale już nie tylko w roli trenerów. Dariusz Adamczuk jest dyrektorem Akademii Pogoni Szczecin, Marek Koźmiński pełni funkcję prezesa PZPN, Dariusz Gęsior wykłada w Szkole Trenerów, Dariusz Szubert organizuje szkolenia dla trenerów w Niemczech, Andrzej Kobylański był dyrektorem sportowym w Koronie Kielce, a Mirosław Waligóra pracuje w... Wydziale Sportu w Urzędzie Miasta w belgijskim Lommel. Potężna jest także rzesza ekspertów telewizyjnych wywodzących się z tego grona: Tomasz Łapiński, Wojciech Kowalczyk, Andrzej Juskowiak, Grzegorz Mielcarski, Tomasz Wieszczycki.
Dyrektorzy w korkach
To pokazuje, ze piłkarze coraz lepiej radzą sobie z zamianą korków na eleganckie półbuty, a trykot piłkarski coraz częściej zastępują garniturem. Spośród zawodników Ekstraklasy, którzy w ostatnich pięciu latach zdecydowali się zawiesić buty na kołku „zawód: dyrektor” wybrali między innymi Veljko Nikitović – dziś wiceprezes w Górniku Łęczna, Michał Żewłakow – dyrektor sportowy w Legii Warszawa, Marcin Żewłakow – dyrektor ds. scoutingu w Legii Warszawa, Jarosław Bieniuk – dyrektor akademii w Lechii Gdańsk, Jacek Zieliński – dyrektor akademii w Legii Warszawa, czy Marcin Baszczyński – manager ds. PR w Bruk-Bet Termalice Nieciecza.
Popularnym stanowiskiem dla byłych piłkarzy stał się też scout. Jeszcze dwie dekady ten dział w polskiej piłce nożnej był ziemią nieznaną. Dziś pracę w tym charakterze mają w swoim dorobku między innymi Maciej Żurawski, Marcin Kuźba, Cleber, Manuel Arboleda, Tomasz Kiełbowicz, za transfery w Legii i Lechii odpowiadał zaś swego czasu Marek Jóźwiak.
Popularny „Beret” długo pracował też jako menadżer. Właśnie byli piłkarze nadają ton tej profesji w Polsce. Na plan pierwszy wysuwa się zwłaszcza Cezary Kucharski, były zawodnik m.in. Legii Warszawa oraz Stomilu Olsztyn, dziś zajmujący się prowadzeniem kariery Roberta Lewandowskiego, Krystiana Bielika, Michała Kucharczyka albo Michała Żyry. Dawny kolega klubowy „Kucharza” – Mariusz Piekarski, reprezentujący choćby Artura Jędrzejczyka, Macieja Rybusa, Ariela Borysiuka, albo Konrad Gołoś – niegdyś zawodnik Wisły Kraków, obecnie przedstawiciel Łukasza Piszczka, czy Bartosza Kapustki. Niedawno dołączył do nich też Maciej Iwański, zakładając własną agencję kilka miesięcy po swym ostatnim spotkaniu w Ekstraklasie.
Pustka do wypełnienia
Na piłce jednak świat się nie kończy, co pokazują losy wielu zawodników po ostatnim meczu w karierze. Tomasz Frankowski, gdy zawiesił buty na kołku zaczął udzielać się podczas eventów biznesowych, prowadzi firmę z branży nieruchomości. Rozpoczął także studia. Ciągnie jednak wilka do lasu, bo wraz z Mirosławem Szymkowiakiem stoi na czele szkółki piłkarskiej. Tomasz Łapiński oprócz pracy dla Widzewa i w roli eksperta telewizyjnego ukończył studia filmowe. Krzysztof Ostrowski amatorsko grywa jeszcze w Polonii Trzebnica, ale jednocześnie prowadzi też swój biznes z dość niezwykłej branży. Były zawodnik Śląska Wrocław oraz Legii Warszawa założył... klinikę leczenia uzależnień!
Emerytura sportowa czasami toczy się jednak jeszcze dziwniejszymi torami. Sebastian Szałachowski, mistrz Polski w barwach Legii obecnie jest pomocnikiem egzorcysty i świeckim członkiem zakonu. Polski sport zna już podobne przypadki. Paweł Łukaszka, mistrz i dwukrotny mistrz Polski w hokeju, olimpijczyk został księdzem. Na tafli pojawiał się już nawet po święceniach. W sierpniu będzie obchodził 30-lecie kapłaństwa.
Psychologicznie to ciężki moment. Dla człowieka, który od kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu lat znajdującego się w reżimie treningowym ta chwila zmienia wszystko. Znika z codziennego planu zajęć trening, znikają mecze, znika atmosfera szatni. Czasem zostaje pustka... Oby wszystkim udało się ją wypełnić.
Wojciech Bajak