

Ostatniego dnia lutego linie telefoniczne między klubami, a zawodnikami były rozgrzane do czerwoności. To wtedy upływał czas zimowego okna transferowego w Ekstraklasie. W ciągu kilku tygodni tego okresu do gry w Ekstraklasie zostało uprawnionych kilkudziesięciu nowych piłkarzy. P
Nie licząc Chorwata Grgy Zlatopera, Rosjanina Pawła Akimowa, kilku zawodników klubu niemieckiej mniejszości 1.FC Katowice występujących jeszcze przed II Wojną Światową oraz spolonizowanego Węgra Rudolfa Patkolo, najwyższa polska liga prawie sześć dekad była zamknięta na obcokrajowców. Furtkę otworzył dopiero przełom ustrojowy w 1989 roku. Od tej pory w Ekstraklasie pojawiło się ponad tysiąc piłkarzy z zagranicy. W tej liczbie zawiera się 468 zawodników, którzy wcześniej nie grali w Polsce.
Po udanych występach Kamerunu na Mistrzostwach Świata na początku lat 90-tych w Polsce zapanowała moda na przedstawicieli Czarnego Lądu. Starcie oczekiwań z rzeczywistością często kończyło się jednak twardym lądowaniem. Śnieg, mróz i chłód związane z zimowym oknem transferowym stanowiły trudny test dla graczy z Afryki.
Pierwszy przedstawiciel tego kontynentu zawitał do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce wiosną 1991 roku. Debiut Zambijczyka Noela Sikhosany w barwach Wisły Kraków był wielkim wydarzeniem nie tylko sportowym. Tylko cztery mecze Białej Gwiazdy w tamtym sezonie ściągnęły na trybunę większą publikę. Krakowski biznesmen, Stanisław Kmita, oferował zaś nawet milion starych złotych za bramkę Sikhosany! - Grał zbyt miękko – oceniało „Tempo” ten pierwszy kontakt Afryki z Ekstraklasą. - Na temat jego umiejętności zdania są podzielone. - dodawało „Echo Krakowskie” - Ale dopiero po kolejnych spotkaniach będzie można powiedzieć coś więcej...
Więcej okazji jednak nie było. Sikhosana żarty tęsknotą za ojczystymi stronami nie potrafił zadomowić się w Polsce i wyjechał wkrótce po tym spotkaniu. Problemy Zambijczyka powielały się też przy kolejnych nazwiskach z Afryki ściąganych zimą. Nie potrafili się tu odnaleźć Derby Makinka, Ebenezer Mfomou czy George Nechiroge . Pierwszym zawodnikiem z tego rejonu, który wytrzymał więcej niż rundę na boiskach najwyższej polskiej ligi okazał się przybysz z Nigru, Moussa Yahaya. On też jest rekordzistą w liczbie spotkań rozegranych w Ekstraklasie przez zawodników z Afryki, ściągniętych w XX wieku zimą (77 meczów).
Z Afrykańczyków zakontraktowanych w przedwiosennych okienkach jego wynik przebili tylko Dickson Choto (167) i Takesure Chinyama (83). Chinyama pozostaje też drugim najlepszym strzelcem ze wszystkich obcokrajowców zakontraktowanych o tej porze w Ekstraklasie w historii. Na pierwszym miejscu znajduje się Brazylijczyk Edi Andradina, z 45 golami. Z biegiem lat zainteresowanie zawodnikami z Afryki jednak wytraciło impet. W 2017 roku z zawodników urodzonych na Czarnym Lądzie zakontraktowano jedynie Daniela Chimę Chukwu.
W tym okienku do Ekstraklasy trafili zawodnicy z 18 krajów. Wśród nich Ukrainiec Wołodymyr Kostewycz. Dawniej ten okres na rynku transferowym był właśnie domeną nacji z krajów dawnego Związku Radzieckiego. Pierwszym obcokrajowcem w najwyższej polskiej lidze zarejestrowanym zimą był Białorusin Siarhiej Amialusik, który pojawił się w rundzie wiosennej 1990 roku w Motorze Lublin. W swym drugim występie strzelił gola, ale większej kariery nad Wisłą nie zrobił.
Ligi krajów byłego ZSRR grały wtedy w systemie wiosna-jesień. Zawodnicy z tych rozgrywek zjawiali się więc zimą w Polsce zaraz po zakończeniu rozgrywek. Do tego dochodziły spore problemy ekonomiczne w tym regionie. Dlatego też aż 22 z 32 piłkarzy zagranicznych ściągniętych z zagranicznych lig podczas siedmiu pierwszych zimowych okienek w Ekstraklasie było przybyszami z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Gruzji oraz Kirgistanu.
Ten ostatni kraj reprezentował w Ekstraklasie Siergiej Nikitin. Jako pierwszy z obcokrajowców sprowadzonych zimą do polskiej elity przekroczył barierę 50 występów na tym poziomie. Ostatecznie jego licznik zatrzymał się na 66 meczach. Do dziś mieści się w pierwszej „10” stranierich z największą liczbą starć w barwach Portowców. - Na boisku przede wszystkim odznaczał się jednak walecznością, czym zaskarbił sobie szacunek fanów. Poza murawą był przeciwieństwem Kaniszczewa [rosyjski pomocnik Pogoni - WB] – spokojny i cichy. - wspominał go serwis DumaPomorza.pl. Z niecodziennego zdarzenia zapamiętali go też kibice w Katowicach. Podczas meczu między miejscową „Gieksą”, a Pogonią Nikitin wymiotował na boisku. Był to wynik grypy żołądkowej, jaka dopadła Kirgiza w dniu meczu..
Trzej przedstawiciele wschodniego zimowego zaciągu – Rosjanin Władimir Greczniow, Gruzin Gija Guruli oraz Białorusin Jurij Malejew - byli też pierwszymi zagranicznymi piłkarzami w historii Ekstraklasy, którzy przekroczyli granicę 10 bramek.
Największą sławą z nich okrył się Guruli. Przychodził do Polski jako król strzelców swej rodzimej ligi i nie zawiódł oczekiwań. Łącznie 11 razy pokonał bramkarzy najwyższej klasy rozgrywkowej, ale popularność zdobył głównie dzięki niebotycznym umiejętnościom technicznym. Jego rajdy, kiwki, opanowanie piłki ściągały na stadiony prawdziwe tłumy. Pewnie mało kto mógłby się z nim równać w liczbie założonych siatek w meczu. Grieczniow stał się z kolei pierwszym obcokrajowcem, który strzelił dwa gole w jednym meczu, a także zanotował serię czterech Ekstraklasowych meczów z rzędu z trafieniem na koncie.
Z 58 zawodników ściągniętych zimą z zagranicznych lig do Ekstraklasy w XX wieku tylko 15 udało się wpisać na listę strzelców. Ewolucja – od przypadkowego kontraktowania do coraz bardziej zaawansowanego scoutingu przyniosła jednak obfity plon. W przerwie między rundami sezonów w bieżącym stuleciu spoza Polski do Ekstraklasy trafili między innymi wspomniani już Choto i Chinyama, Nikola Mijailović, Edi Andradina, Edson, Roger, Dimitrije Injac, Junior Diaz, Maor Melikson, Patrik Mraz, Wladimer Dwaliszwili, Kasper Hamalainen, Guilherme, Ondrej Duda, Orlando Sa, Paulus Arajuuri, Flavio Paixao, Gerard Badia, Tamas Kadar, Adam Hlousek, Adam Gyurcso, czy Jose Kante.
Mocno zmieniła się też dawna mozaika narodów w Ekstraklasie. Jeszcze przed dekadą tworzyli ją głównie przedstawicieli wschodnich nacji, Afrykańczyków oraz Latynosów. Obecnie występ na tym poziomie zaliczyli już piłkarze z 92 krajów. Trzy ostatnie zostały wprowadzone na tę listę dzięki zawodnikom zarejestrowanym już w 2017 roku.
Inauguracyjne starcie między Polską, a Turcją w piłce nożnej miało miejsce już w 1924 roku. Jednak dopiero po prawie stu latach od premierowego kontaktu futbolowego z tym krajem w Ekstraklasie zagrał pierwszy zawodnik znad Bosforu. Kiedyś w kadrze Pogoni był już gracz z państwa brązowych medalistów mundialu sprzed 15 lat. Gokmen Kore nie wystąpił jednak ani razu w lidze. Toteż tytuł pierwszego Turka w najwyższej klasie rozgrywkowej przypadł dopiero następcy Kore w szeregach Portowców Nadirowi Cefitciemu. Debiut przypadł w starciu z Cracovią 19 lutego.
Poza nim w 2017 roku wśród narodów na tym poziomie pierwszy raz pojawiła się Irlandia za sprawą Cilliana Sheridana oraz Curacao dzięki Gino van Kesselowi. To dotychczas najmniejsza pod względem populacji federacja z przedstawicielem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Terytorium jej podlegające liczy ledwie 150 tysiące mieszkańców.
W sumie do 6 marca pojawiło się w Polsce 24 zawodników z zagranicy, wcześniej niezarejestrowanych w polskich klubach. Licznik ten może zostać jednak jeszcze powiększony. Okienko transferowe bowiem wprawdzie zostało zakończone o północy 28 lutego. Czas na rejestrację
Wojciech Bajak